wtorek, 15 maja 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
wtorek, 17 kwietnia 2012
Poddasze się zakochało: http://www.youtube.com/watch?v=HGH-4jQZRcc

Florence and The Machine, "No light, No light"
niedziela, 15 kwietnia 2012
Zapamiętać.

Foton = samolot + smuga kondensacyjna.
poniedziałek, 26 marca 2012
czwartek, 08 marca 2012
Muszę nauczyć się odpoczywać. Od początku. Bo zapomniałam jak to się robi.
wtorek, 31 stycznia 2012
Ale czad.

Tak tylko mogę podsumować ostatni tydzień.

Zaczęło się od rozmowy podsumowującej rok. Watson nie pamięta już kiedy ostatnio się zaczerwienił. Bo nie pamięta kiedy ostatnio usłyszał tyle dobrego o sobie. O swojej pracy, o takich drobiazgach, których nawet sam Watson nie zauważał u siebie... Dziwne uczucie... Oczyszczające.

No i Poddasze ma sister :) Co prawda nie rodzoną i jak zawsze cholernie daleko, ale ma. Swoją własną, babską bratnią duszę. Kto by pomyślał?

Dziwnie jest nagle nauczyć się budować bliskie więzi z kobietami. Dziwnie jest nagle się z kimś zaprzyjaźnić. Nie wiedziałam, że potrafię. A teraz nie potrafię przestać.

Nagle okazało się że buduję "ciepłe relacje". Nagle okazało się, że mi zależy.

niedziela, 29 stycznia 2012
Odtrutka na bezsilność - stężenie 1%
Zamieszczam, bo czasami zapominamy, jak mało potrzeba, żeby komuś pomóc. Ja poczułam ostatnio jak to jest otrzymać pomoc, choć się tego człowiek nie spodziewa. Jeśli ktoś by chciał zdziałać maleńki cud - zapraszam:

"Jest taki stan umysłu, serca, duszy, którego nie da się wyprać, przemalować czy zakrzyczeć. Dopada nas za każdym razem, gdy dociera do nas informacja o okaleczonym, skatowanym, porzuconym, walczącym o życie zwierzęciu a mamy świadomość, że jedyne, co nam nie pozwala działać to absurdalny brak funduszy.

To uczucie to bezsilność.

Walka z kocią bezdomnością, z okrucieństwem, z ludzką bezmyślnością kosztuje nas na co dzień o wiele więcej niż koszt karmy, żwirku czy wizyty u weterynarza. Codziennie oddajemy w tej walce kawałek siebie nie licząc na nic w zamian.

Czasami jednak - raz na rok - możemy wykrzyczeć z siebie jak bardzo potrzebujemy Waszej pomocy.

Wasza pomoc, w postaci 1% to odtrutka na naszą bezsilność. Ta odtrutka za zeszły rok pomogła nam zapewnić karmę i żwirek dla wszystkich naszych podopiecznych na cały miesiąc. To ogromna pomoc. To jeden miesiąc na oddech, na rozwinięcie skrzydeł, na odespanie wszystkich tych bezsennych nocy, które gubimy po drodze.

Przekazanie nam 1% - nic nie kosztuje. A może odmienić los:

Zuzi - która walczy z rakiem

Gucia - który został okaleczony przez ludzi i porzucony

Pysia - który jako jedyny z rodzeństwa przeżył ludzką bezmyślność

Burania - który trafiając do naszego domu tymczasowego uratował życie białaczkowemu kotu

Liluni - która trafiła do nas w stanie krytycznym, z objawami neurologicznymi i która tylko dzięki wsparciu finansowemu miała szansę na ratunek i długoterminowe leczenie

Cykorki - która przeżyła koszmar schroniska w Krzyczkach

Mamuni i Krzysi - które ktoś "życzliwy" przyniósł do uśpienia

Maciusia i Pchełki - podrzuconych w stanie wycieńczenia na wycieraczkę naszego domu tymczasowego

Kazia - odebranego opiekunce z raną po oparzeniu na szyjce, zaniedbanego i wycieńczonego

Lulka Mizialskiego - walczącego z kocim niedoborem immunologicznym który to niedobór dla wielu kotów oznacza decyzję o uśpieniu (a Lulek czuje się świetnie i pokazuje wszystkim, że żadna choroba nie jest tak straszna jak wyobrażenie o niej)

Kuleczki i Lili - które pokazały nam, że nie wolno nigdy się poddawać, bo koty się nie poddają - one walczą do końca.

Kotów ratowanych, sterylizowanych, wydawanych do nowych kochających domków przez delfin w ramach interwencji.

Kotów wolnożyjących na terenie Bielan, które mają swoje imiona, mają swoją historię leczenia, profilaktyki, dokarmiania, sterylizacji. mają swoje karmicielki, które w odpowiedzialny sposób dbają o koty, o których wszyscy inni zapomnieli. Koty wolnożyjące nie radzą sobie "same". Za przeżyciem jednego takiego kota, stoi cała masa ludzi, którzy nie potrafią przejść obok niego obojętnie.

Przekazanie Kotom i Spółce 1% nic nie kosztuje poza wpisaniem w formularzu PIT-rocznym:
-nr KRS fundacji: 0000135274
- oraz w pozycji "cel szczegółowy 1%": Koty i Spółka (bez tego dopisku 1% nie trafi do naszych podopiecznych)
dla poszczególnych formularzy odpowiednio:
PIT-36 – poz. 303; PIT-36L – poz. 106; PIT-37 – poz. 124; PIT-38 –poz. 59; PIT-28 – poz. 133 oraz PIT-39 – poz. 52 .

Dane Fundacji: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!, ul. Kawęczyńska 16/42a, 03-772 Warszawa

W celu umożliwienia identyfikacji osoby przekazującej 1% prosimy o postawienie „X” w kwadracie w polu znajdującym się obok polu, w którym wpisuje się dane Kotów i Spółki."

Źródło: kocieadopcje.blox.pl 

wtorek, 24 stycznia 2012
Od tygodnia męczą mnie w nocy koszmary. Nie mogę się pozbierać, nie mogę się wyspać, nie potrafię odpocząć. Nie wiem czy to kwestia pożaru i tego, że uświadomiłam sobie (kolejny raz) bezsilność, czy tego, że nagle stanęłam przed wielkim znakiem zapytania "co ja tutaj robię".

Brakuje mi rozmów. Brakuje mi tego, co dawała mi uczelnia. Brakuje mi uczucia, że dzieje się coś wyjątkowego, że jestem świadkiem jakieś wielkiej zmiany na lepsze. W środku czuję się dzisiaj tak osowiała, jakbym nie miała nikogo. A przecież są ludzie, i to bardzo bliscy. Wszystkich czuję jak przez szybę. Są, widzę ich, ale nie potrafię od tygodnia dotknąć. Jakbym zapomniała jak to się robi.

Jedyne na co mam ochotę to płakać. Bez znanego mi powodu. Jakby się w środku jakaś rura odprowadzająca wodę popsuła.

I mam dosyć kaszlu. Jak długo można się męczyć z oskrzelami. Z jakimś gównianym elementem układu oddechowego, który non stop mi wysiada.

Ocieram się o ważne tematy jak o papier toaletowy. Tyle z siebie daję co kot napłakał. Zamiast czuć współczucie zaczynam się irytować. Zamiast dawać wsparcie ciskam się jak jakiś grzmot. Nie ważne czy robię to z bezsilności czy dlatego, że jestem emocjonalnie na poziomie podeszwy. Nikt sobie nie zada tego pytania. Spisze mnie w rejestrze strat i tyle.

W zeszłym tygodniu przeszłam samą siebie. Cokolwiek bym nie powiedziała - brzmiało tak obco i tak niezręcznie, że w zasadzie mogłabym pretendować do jakiejś nagrody w kategorii gryzienia się w język po fakcie.

Zupełnie jakbym wstała o 5 minut za wcześnie albo za późno. Wszystko jest jakieś "nie takie".

Jedynie siedzenie na kanapie z mnichem było w sam raz.

Jedna jedyna ważna chwila z całego beznadziejnego tygodnia.


sobota, 14 stycznia 2012
http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY

Gotye.
Somebody that I used to know.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 108
O autorze
Zakładki:
@
A czy to coś zmieni?
A my się znamy, przepraszam? ;)
Posłuchaj skoro już tu jesteś
Przygarnij zwierzę z Palucha
Śledzę:
Uratowali kocie życie